Przejdź do głównej zawartości

Przepis na instagramowe zdjęcie

Siemanko Koty! 

Ludzie zwariowałam i jeszcze dorabiam do tego filozofię . Instagrama se blogowego założyłam. Ja! Ta co nawet facebooka sobie założyła z kilkuletnim opóźnieniem, a i to zakładając stwierdziłam, że na studiach mnie dużo ominie (miałam rację 3/4 rzeczy ustala się właśnie tam) Ale instagram toż to rzecz całkowicie zbędna i niepotrzebna. Przecież trzeba chronić dane osobowe, a nie jeszcze kolejne zdjęcia rozsyłać po świecie! To nie jest mój malutki blog, który poza moim chłopakiem i mamą czyta może z 20 osób max. 

Ale jakoś założyłam, i to jeszcze mam wielką radochę z robienia tych ładnych mało realnych zdjęć. Przecież wiadomo, życie tak nie wygląda zwłaszcza u mnie. Gdy coś dziergam lub haftuje nie mam niteczek równo poukładanych kolorystycznie tylko wpadam w twórczy szał i wszystko mam porozrzucane przed sobą. Ba! Ja nawet gdy gotuje to robię jeden wielki bajzel i to w zaskakującej postaci. Do  jednego sosu użyć 5 różnych łyżek? No problemo, u mnie to norma. A potem siedzę i zmywam Kwiatków w wazoniku też raczej nigdy nie mam. Zamiast ładnych roślinek mam wszędzie walają się kocie kłaki (No wiecie jak to jest odkurzam, odkurzam a one nadal są, zwłaszcza jak mają przyjść goście) 

Moje życie nie jest instagramowe więc do obiektywu aparatu trzeba je trochę ulepszyć. Aby zrobić pierwsze zdjęcie najpierw ułożyłam kocyk, złożony, przecież nie potrzebujemy dużego kadru. Obczyściłam go z kłaków taśmą klejącą. Zwykłą. Ta w rolce do ubrań akurat się skończyła. Pobiegłam do ogródka zerwać najładniejsze kwiaty, ostatki wśród już przekwitłych, zbrązowiałych i zeschniętych. Do bukieciku urwałam trochę zielska co wyrosło między marchewką a szczypiorkiem. 

Powstało zdjęcie. Niezbyt piękne. Kolory blade i szare, gdyż nie jest dzisiaj zbyt słonecznie. Lekko rozmazane, bo robione telefonem i to takim, który dzisiaj wylądował w plamie oleju. Oczywiście nie wrzucam telefonów do oleju. Robiłam dzisiaj sos z dyni a przepis miałam właśnie zapisany w telefonie. I przez przypadek położyłam na niewytartym stole. 

Zwiększamy kontrast, jasność podciągamy natężenie kolorów, kadrujemy (Oczywiście musiałam wepchać duży palec u stopy w zdjęcie, a na górze zdjęcia była chytra mordka kota, znów próbująca wepchać się w obiektyw) 

Czas na opis. Szybki telefon do przyjaciółki, która podsunęła mi dziwny pomysł prowadzenia konta na tym specyficznym portalu. "Ile tych hasztagów? Jakie? A ile można dać opisu? Mogę się rozpisać?" Po uzyskaniu jakiejkolwiek odpowiedzi. Przeszłam do wymyślania krzyżyków #haft #crossstitching # kwiaty (przecież są) #brązowykocyk (no jest na zdjęciu może ktoś będzie szukał) #kot (teraz nie ma ale przecież był a ludzie często szukają zdjęć kotów) #małyrobaczekzapierniczapokwiatku (tak było serio! możecie mi wierzyć biegał sobie radośnie wśród płatków) 

No dobrze. Już wszystko wygląda pięknie? Lista płotków długa jak stąd do Chin. No to klikamy wielki przycisk "GOTOWE". 

Okej... a teraz trochę na serio i bez żartów. Wiecie co? Strasznie można się zapędzić w te instagramowanie i dążenie ze wszystkim do idealności. To jest raczej jasne i  jest to powszechnie znany fakt . Oczywiście można, lamentować i się smucić, że moje życie nigdy nie będzie wyglądać jak to na zdjęciach.  Ale zachowując zdrowy umiar myślę, że można wyciągnąć z tego coś bardzo pozytywnego i motywującego. Fajnie jest zatrzymać się na chwilę w życiu, wśród biegu kolejnych oczek zeskakujących z drutów, odsunąć szpargały na drugą stronę biurka i cyknąć fotkę. Pozwala mi to dostrzec, że w tym całym codziennym chaosie wokół mnie jest coś pięknego i  bez tego wszystkiego nigdy nie zostałoby uchwycone. To jest naprawdę fajne. Można docenić te kwiatki, które przez cały rok rosły w ogródku, czy też głupią kawę. Pijesz  ją może codziennie, ale raz do zdjęcia przyrządzisz ją z bitą śmietaną i cynamonem. Staje się ładna i wyjątkowa. Myślę, że na pewno zrobi Ci się miło jak ją wypijesz, chociaż to jest ta sama kawa co zwykle. (Chyba, że masz jakieś inne przemyślenia, możesz dodać coś od siebie tam na dole w komentarzu do czego bardzo zachęcam)

Tutaj jest LINK do mojego profilu. Nawet jeśli nie macie konta możecie sobie (chyba) popatrzeć od czasu do czasu. A ja uciekam, gdyż chcę wydziergać kota do nowego logo. Musi być przecież instagramowo prawda ;) 





Komentarze

  1. Super wpis! Masz rację, przy robieniu zdjęć (szczególnie) na Instagrama trochę człowieka ponosi ;). Ale z drugiej strony wiem z doświadczenia, że sama zwracam uwagę, kiedy jakieś zdjęcie jest nieostre czy takie trochę nijakie. A co do konta, to już lecę zaobserwować :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za komentarz! :D Lecę zaobserwować i ja :D

      Usuń
  2. A ja nie mam konta na Insta i zlikwidowałam na Fb bo mnie denerwowało. Teraz mam więcej czasu na robótki. A na bloga zdjęcia też muszą być ładne żeby było widać detale:) Musisz zrobić koniecznie zdjęcia swoich wiejskich klimatów:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właściwe dobre i to! Ważne żeby być zadowolonym ze swoich decyzji :D Próbowałam! Naprawdę! Nie umiem robić zdjęć natury :\

      Usuń
  3. Różowy kociak jest fajowy :)
    Jakoś Instagram mnie nie ciągnie. I chyba już nie przyciągnie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki już powstał drugi taki kociak pewnie niedługo pojawią się na blogu :D

      Usuń
  4. Napisałaś w punkt,czyli 100 na 100. Dotyczy to wszelkich zdjęć, chcąc zainteresować czytelnika.
    I samemu nie mieć wrażenia ,że to zdjęcie zrobiła przez przypadek kocie łapka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz