czwartek, 16 marca 2017

Tak tylko informuję, że urodziny obchodzę ;)

Na tym blogu panuje jedna niepisana zasada.  Teksty, które mają największą ilość wejść i wzbudzają największe zainteresowanie wśród Was są pisane na moich lekcjach polskiego. Nie wiem czy wynika to z humanistycznej atmosfery, czy z mojego "ogromnego" zainteresowania Innym Światem Grudzińskiego (z treści tej powieści właśnie jest odpytywana moja koleżanka) A tekst, który dzisiaj piszę jest dla mnie bardzo ważny, więc specjalnie czekałam na język polski. Nie, no żartuję chciałam napisać w domu, ale mi się nudzi. Chociaż tekst jest rzeczywiście bardzo ważny, ponieważ jakiś czas temu odkryłam, że już rok dla Was piszę. Wróć, ja piszę głównie dla siebie, bo sprawia mi to dużo przyjemności, i mam nadzieję, że Wy czytacie z przyjemnością, czyli nazwijmy to taką blogową symbiozą, (Ot biol-chem!)

W każdym razie, kurczę chciałabym wszystkim ślicznie podziękować! Żeby nikt nie poczuł się urażony pozwalam sobie zacząć od swoich znajomych, rodziny i tych, którzy muszą mnie znosić na  co dzień. Ludzie! Podziwiam cierpliwość! Zaczynając od moich dziergadełek, poprzez przeliczanie każdej materialnej wartości na włóczkę, kończąc na moich "niesamowitych" i "arcyciekawych" opowiastkach o kocie, serio nie uciekacie ode mnie na drugi koniec ulicy. Chociaż pewnie, co niektórzy zastanawiają się co by było gdyby mnie zrzucić z chodnika :P Oprócz tego, że mnie znoszą i nie tępią tego co robię mają też wkład w powstawaniu tego bloga. Mam najfajniejszych fotografów, pomysłodawców, speców od doboru kolorów (ja jestem totalną daltonistką) pozytywnych krytyków, i rzucaczy dobrych tekstów (nawet nie jesteście świadomi jak często cytuję swoich znajomych, i oni chyba też rzadko ogarniają, że to o nich/od nich)

W drugiej (lecz nie mniej ważnej) kolejności chcę podziękować wszystkim osobom, które siedzą przed komputerami/ telefonami/ innymi sprzętami (niepotrzebne skreślić) Nauczyłam się dzięki Wam tylu fajnych rzeczy. Robienia na drutach, szydełkowania, i haftowania (bo wszystko to dzięki Internetom, pomocnym kursom na różnych blogach)  robieniu przyzwoitych zdjęć (tzn. takich na które da się patrzeć) i obsługi aparatu, piszę też chyba lepiej niż na początku. No mnóstwo rzeczy po prostu. Dziękuję też za zainteresowanie, wszystkie miłe rzeczy, które mi piszecie w komentarzach, obserwacje i za to że jesteście ze mną. Wy też współtworzycie to miejsce, macie ogromny wpływ na tego bloga, żaden czytelnik nie powinien się poczuć nie doceniony, bo w tym momencie z tych słów wypływa bardzo dużo wdzięczności. O teraz! Poczuliście wdzięczność? :)

Rekapitulując (zaczynam lekcjami polskiego kończę rozprawką, no jasne) bardzo się cieszę, że rok temu zdecydowałam się założyć tego bloga. To co dzięki temu zyskałam jest nie do opisania słowami, i (hej!) to był bardzo kreatywny rok.

Koniec wywodu, uciekam, bo biologia wzywa, a Internet podobno (i niestety) za mnie matury nie napisze.
Buziaki i do następnego przeczytania!!!

Ps. Kot też Wam wysyła kocie buziaki i "miaułknięcia" tylko nie uśmiechnęła się do zdjęcia :P

sobota, 25 lutego 2017

Święta mi się pomyliły

Hej wszystkim!
Mówiłam, że ten post będzie specyficzny. Już wtedy gdy to pisałam zaczęłam dziergać to co ostatnio skończyłam. 

Ale najpierw historyjka tak żeby było śmieszniej. Ostatnio byłam w Empiku i zobaczyłam, że już sprzedają te wszystkie urocze (i zarazem kiczowate) ozdóbki na Wielkanoc. Niektóre dziewiarki na pewno dziergają wielkanocne króliki. Ja też właśnie skończyłam kolejnego pluszaka, też świątecznego, bo inaczej bym się tak nie rozpisywała. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ja renifera zrobiłam. Wiecie takiego bożonarodzeniowego, zielono-czerwonego co z Mikołajem jeździ.

Jakoś tak ciężko się z tego wytłumaczyć. Wzór mi się spodobał (klik) więc wydziergałam. Przecież nie można się ograniczać :P Użyłam różnych włóczek, które miałam w swoich zapasach min. Kotka, Safranu Dropsa Cotton Soft YarnArt. Te zabawki to dobry sposób na pozbycie się resztek. Problematyczne jest tylko gdy resztki zabraknie, a dokupić nie za bardzo się da. Tak, zdarzyło mi się to, bo na rogi zabrakło, ale poradziłam sobie dużej różnicy nie widać ;) (Chyba...)

Jeszcze na koniec, taka drobna dygresja. Zdjęć kota dawno nie było. Więc proszę bardzo Kot, który wygląda jakby się zastanawiał co by tu znowu zepsuć :P Trzymajcie się do następnego kliknięcia ;)

środa, 25 stycznia 2017

Tola co odgania smutki.

Hej Koty!
Jakoś dawno nic nie publikowałam. Chciałam pokazać jakąś skończoną pracę. Tyle, że nic się nie pojawiało, to nie pisałam. Ale już jestem. Mam nadzieję, że tęskniliście ;)

Otóż, prezentuję tytułowego bohatera tegoż postu- szydełkową lalkę Tolę. Zaczęłam ją dziergać przypadkiem i bez żadnego pomysłu. Mimo to sprawiła dużo frajdy i jakoś tak mordka mi się cieszy jak na nią patrzę. Wiecie jak to jest, włóczka z szydełkiem leżała, a ja nie wiedziałam co z rękami zrobić ;) To lalkę zrobiłam :P

Istnieją takie wariaty, co -20॰C i w sukienkach po śniegu chodzą :) Ja nie wiem mi zimno na samą myśl. Przecież to niezdrowe. Później będę musiała leki kupować dla przeziębionej lalki :P  





Tola imię swoje, otrzymała po burzliwej dyskusji (ale tak wesoło burzliwa ;)) i bardzi dziękuję dyskutantowi za pomoc w tym jakże trudnym i skomplikowanym wyborze :D

Co do szczegółów wykonania. Użyłam resztek Kotka (na ciało i sukienkę) jakiegoś kordonka (te białe takie ;)) i jakiejś nieznanej włóczki na włosy. Oczka to dwa guziki, nie wiem skąd je mam, znalazłam w domu. Przerabiałam na szydełku 4,5mm.

Tak poza tym, to u mnie wszystko okey. Mam dużo robótek rozpoczętych, kończę wreszcie piórkowego (wiem nie wyrobiłam się z terminem akcji :P)  Następny post, który opublikuję może Was lekko zaskoczyć. Nie planuję nic wielkiego, jednak raczej dosyć niespodziewanego ale o tym nie długo ;)

No dobra, to do przeczytania :D




piątek, 30 grudnia 2016

Inspiracje na 2017

Jak tam święta? Mi minęły cudownie, chociaż jak na mój gust za krótko :) Miałam zrobić Wam kursik na kapcie, które ostatnio pokazywałam. Niestety nie udało mi się, za co bardzo Was przepraszam. Jak się okazało, nie umiałam wytłumaczyć tego wszystkiego, tak żeby było jasne. Przerosło mnie. Jeszcze raz przepraszam.

Pomyślałam, że zrobię zbiór inspiracji, z projektami na nowy rok. Dla mnie to kwestia organizacji, bo wiem na co mam włóczkę i co mam robić, więc mam nadzieję, że i Wam się przyda. Spodziewam się, że ten rok będzie... hmm trudny. Wiecie ta wiecznie opisywana przeze mnie matura itp. Ale potem najdłuższe wakacje w życiu, które mam w planach spędzić z drutami w rękach. Mogę planować i to dużo planować. :))
UWAGA! ZDJĘCIA, SĄ PODLINKOWANE, ZNAJDZIECIE TAM WZORKI (zazwyczaj :))

pinterest.com
Znalezione kiedyś przez przypadek. Jak zobaczyłam ogarnęła mnie wielka chęć zrobienia więc znalazłam przyszłego właściciela (czyli Mamę :)) Włóczka już jest od dawna, więc można dziergać. Zwłaszcza, że ten szydełkowy wzorek przypomina Granny Square (Musiałam sprawdzić jak się pisze ^,^)
http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=5269&cid=19
garnstudio.com
Ten płaszczyk miałam zrobić na tegoroczną jesień. Hmm... Jak to się stało, że nawet drutów w odpowiednim rozmiarze nie kupiłam? W każdym razie jest przeuroczy Wszyję podszewkę i będę śmigać w tym roku :D I warkocze!!! Od Wiolonczelistki (Celliony)  uwielbiam warkocze tak jak nienawidzę ażurów. No nie wychodzą mi skubane, zawsze gdzieś się pomylę!


Pożyczyłam kiedyś tą książkę od takiej zaznajomionej dziewiarki i przepisałam wzory. To piractwo czy jeszcze nie? W każdym razie mam i wykorzystam, bo to przepiękna sukienka! (Twg. to cała ta książka jest GENIALNA do kupienia np. tutaj tylko z inną okładką)

                                          LINK I                                                       LINK II
Dobra przyznaję się bez bicia. Ja się na japońskich klimatach wychowałam. I wszystkie bohaterki anime miały takie długie, długie, długie skarpetki. No i mi skrzywienie zostało. Chcę, nie wiem gdzie będę takie nosić, ale chcę! :P
ravelry.com
To będzie chyba pierwszy wzór, który serio kupię na ravelry. Ta chusta mnie oczarowała! Jeszcze nie wiem jaka będzie kolorystyka, ale chyba wykorzystam Estońską Wełenkę, bo jej barwy urzekają mnie tak samo jak ta chusta ;)

To chyba moje najważniejsze priorytety. Ale pewnie i tak wyjdzie, że będę robić całkowicie inne rzeczy na spontanie. Spontan wychodzi mi najlepiej :) Zwłaszcza, że jeszcze narzuta na łóżko by się przydała, letnie bluzeczka z bawełny. Tsa... sporo tego jest. A wy? Macie jakieś plany na Nowy Rok, a może postanowienia? Nooo... pochwalcie się :)
Do następnego kliknięcia i udanego sylwestra :D

sobota, 10 grudnia 2016

Gdy nic się nie dzieje...

Hej!

Jest zwykły, szarobury dzień. Popijam sobie przepyszną herbatkę i uczę się z biologii. Jestem pełna motywacji, bo uwielbiam uczyć się w weekendy, gdy mnie nikt nie zmusza (jak w szkole) Nagle do mózgu wpełzła myśl by napisać na bloga. Fajna myśl, no nie?

Więc o czym to ja mogę napisać. Nic mądrego ostatnio nie wymyśliłam, więc filozoficznie się nie udzielę. (Twg. wiecie, że mi te pseudofilozoficzne myśli w szkole właśnie nachodzą?)W listopadzie nie było czasu czytać- podsumowania, nie będzie w tym miesiącu. U mnie ostatnio cienko z książkami, niestety. Z robótek nic skończonego nie mam. Ale nie pokazywałam co teraz robię, a dzieje się!

Najpierw pokażę haft, który robię do szkoły. Teoretycznie kartka świąteczna, ale ja cierpię na przerost formy nad treścią i moja kartka będzie miała 50 cmx50cm. Ups! Poinformowałam Panią Profesor, że... no do świąt to nie da rady! W każdym razie takie coś wymyśliłam:
Kolejną rzecz, którą w chwili obecnej robię jest bluzeczka, co na ravelry jest opisana jako "Tee" Dziergam ją z przewspaniałej włóczki zamówione U Chmurki Jestem zachwycona tą włóczką, to na pewno nie będzie moje ostatnie zamówienie w tym sklepie ;) (a długo się przymierzałam, by coś zamówić, bo ceny nie są niskie- ale warto!)

Na koniec chcę podzielić się z Wami piosenką z mojego dzieciństwa. Jak miałam 10 lat to High School Musical to był po prostu hit! W tą środę Studio Accantus zrobił cover jednej piosenki z tego filmu. I wiecie co? Odkryłam jak ogromny wpływ ten film miał na osobę, którą teraz jestem. Miłość do musicali, dążenie do spełnienia marzeń, dostrzeganie pozytywów i bycie szczęśliwą z małych sukcesów, a to tylko głupi film o nastolatkach! Ile wartościowych rzeczy można się nauczyć, chociaż jako mała dziewczynka, nigdy nie pomyślałabym jak potoczy się kariera Zacka Efrona. Ale to wniosek po obejrzeniu filmu "Co ty wiesz o swoim dziadku? Oglądałyście tą komedię? :P


Ps. Jestem w trakcie tworzenia kursu na kapcie. Jeśli ktoś jest zainteresowany musi uzbroić się w cierpliwość. Nie myślałam, że to będzie takie czasochłonne.

niedziela, 20 listopada 2016

Maturalne rozterki z kapciami w tle.

Hej Koty!

Jak Wam minął czas odkąd ostatnio się widzieliśmy? Mi w zasadzie dobrze. Wręcz rutynowo: szkoła, matura, próby odreagowania stresu i zmęczenia związanego ze szkołą i maturą, itd.


Masakra z tym wszystkim. Wszędzie słyszę, że na studiach to będę miała taką maturę raz na pół roku, ale nikt nigdy nie mówi, że ta pierwsza wymaga mniej nauki niż te "kolejne". Nie mówiąc o tym, że do tej licealnej matury trzeba się przyłożyć, bo jak nie to o studiach i kolokwiach zostanie tylko marzyć. Właściwie to ja nie lubię tego stwierdzenia, ponieważ:

Pół roku to nie są trzy lata
Ja serio pamiętam, mniej więcej co robiliśmy na lekcjach pół roku temu, ale tematy z pierwszych klas muszę się uczyć od nowa, bo nie pamiętam nic. Dobra może trochę w tym mojej winy, bo popełniłam błąd i uczyłam się według zasady "Zakuj, Zdaj, Zapomnij" chociaż może w moim wykonaniu to wyglądało bardziej jak "Napisz, Zdaj, Zapomnij". Jakbym się nie uczyła to zasada jest prosta i dotycząca wszystkiego np. co do książek. Potrafię powiedzieć co czytałam pół roku temu, ale nie potrafię wymienić co czytałam w pierwszej klasie! Wiem coś tam o metabolizmie ale informacje na temat budowy rożnych roślinek uciekły. W ten sposób można wymieniać i wymieniać.


Pierwszy sprawdzian stresuje najbardziej
W klasach 1-3 sprawdzianów generalnie nie było. Jakieś tam dyktanda czy coś, ale ocena była i tak opisowa. A tu nagle bach! Egzamin w trzeciej klasie! I te małe ludziki podchodzą do tego egzaminu. Może i nawet któryś z nich się przejmuje. (Ja chyba nie) A potem w klasach 4-6 okazało się że takie sprawdziany to norma. I trzeba się do nich jakoś przygotować! Z czasem to się staje normalne, człowiek się przyzwyczaja, że trochę trzeba się pouczyć. Wydaje mi się, że tak samo jest z maturą i studiami. Czyli co? Według stwierdzenia, że "na studiach to matura jest raz na pół roku w postaci kolokwium" nie powinnam się denerwować maturą, motywować do nauki i co najważniejsze uczyć się?


Podsumowując moje jęki i rozmyślania. Nigdy nie wypowiadajcie tego tekstu przy maturzystach. Zwłaszcza przy maturzystkach, które mają w torbach szydełka lub druty, bo to (podobno) wybitnie genialne narzędzie zbrodni. Buahaha :P

 

Po przydługim wstępie,
przechodzimy do tego co interesuje czytelniczki tego bloga. Czyli do moich dziergadełek. Wczoraj skończyłam takie oto kapcie.
Ich wzór jest mojego pomysłu, a właściwie to nie, bo ja takie butki widziałam i chodziłam w wakacje gdy byłam u mojej Babci. Wtedy kiedy zniknęłam na miesiąc.


Chociaż są tak proste, że na 100% ktoś w Internecie opisał podobne postanowiłam, że przygotuję dla Was kursik, który krok po kroku będzie przedstawiał jak takie wykonać i dopasować do każdej stópki. Małej i dużej :D Mam nadzieję, że Wam się przyda, zwłaszcza, że to fajny prezent na Gwiazdkę.

Ps. Od tego postu obiecuję, że wszystkie teksty typowe dla wstępu tego posta będą oddzielnie. I swoje przemyślenia (o których bardzo lubię pisać) będę opisywać przy innych okazjach niż tylko wtedy gdy skończę jakąś robótkę. Czyli osoby, które lubią to czytać będą się cieszyć, a osoby, które tego nie lubią mogą się wypisywać, ze subskrybcji (czy jak to się tam zwie) Jednak wolałabym, a nawet prosiłabym, byście tego nie robili :P wręcz przeciwnie wolałabym żeby subskrypcji było coraz więcej. I to najlepiej tych publicznych (uwaga przekaz prawie-podprogowy)

Do następnego kliknięcia :)


środa, 9 listopada 2016

Wiolonczelistka grająca na wietrze

Hej Koty!

Wiecie co? Cierpię na chroniczny brak czasu. Wyobraźcie sobie, że ja ten wpis miałam napisać jakieś 2 tygodnie temu! Masakra jakaś! Nie mogłam, po prostu. Jednak doszłam do pewnego mądrego wniosku. Uwielbiam dla Was pisać!  Jest to całkowicie inne pisanie niż te szkolne. Bardziej emocjonalne. Mogę używać równoważników zdań, wykrzykników, powtórzeń i  co mi się tam jeszcze wymarzy, ponieważ poprzez treść przelewam swoje emocje, doświadczenia i swoją osobę. W szkole czuję się zamknięta w formę, muszę wyrażać się ładnymi sekwencjami, które tak naprawdę nic nie wyrażają. A ja chcę wykrzyczeć to, że podmiot liryczny wcale nie musi mieć racji, Wokulski był na maxa romantyczny, a Makbet był pantoflarzem. Strasznie podoba mi się to, że ktoś chce mnie czytać, (miło też, że oglądacie obrazki :P) mogę zachęcić kogoś do refleksji, (a ja uwielbiam mówić o swoich poglądach!) i spowodować uśmiech na Waszych twarzach. Cieszę się, że mam na was wpływ, a przynajmniej wydaje mi się, że jakiś wpływ tam mam :)

No dobra, poniosło mnie z tymi uczuciami. Wydziergałam sweter. Wiolonczelistka się zwie, a właściwie Wiolonczelistka grająca na wietrze. O, tak wygląda




Wzór został stworzony przez Antracytową M z bloga Dzianie na ścianie ( TU wchodzimy i jeśli jeszcze nie obserwujecie od razu do obserwowanych, bo tam jest co oglądać i czytać! Zaufajcie. :)) Sweterek w wersji piórkowej od razu mi się spodobał. Zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie zrobiłam robótki z warkoczami, a tu jest ich dosyć dużo. Zaryzykowałam i zgłosiłam się do testu. Bałam się, że nie podołam temu zadaniu, że będę robić ten sweter przez rok, albo wgl. nie zrobię. Ale udało się! Co podniosło mnie niewątpliwie na duchu :)


Zrobiony z włóczki, którą dostałam od babci. Wielgachny 400g motek bez nazwy. Tzn. nie miał banderolki czy jak to się zwie :Czekał długo, aż się za niego wezmę ale gdy nabrał mocy urzędowej przerobiłam go na sweter, z którego jestem niesamowicie dumna (Skromność nigdy nie należała do arsenału moich cech charakteru) Zużyłam jakieś 3/4 tego motka przerabiając podwójną nitką na drutach 5,5. Dobra jeszcze jedno zdjęcie (ja wiem, że są tacy co oglądają tylko obrazki. Spoko rozumiem. Sama tak robię gdy jestem zmęczona, i nie dam rady oczami ruszać, a potem wracam i czytam Wasze teksty. Co ja poradzę, że oglądanie Waszych prac mnie relaksuje i estetycznie zadawala, a na czytanie ze zrozumieniem jestem zbyt zmęczona)




Czy ja muszę pisać, że to wspaniały wzór, bardzo zrozumiale napisany (nawet ja dałam radę)?

Tak poza tym muszę się pochwalić co otrzymałam na urodziny. No patrzcie ile Dropsowego dobra na jednym zdjęciu!



Ps. dla rodziny, przyjaciółek, znajomych i wszystkich innych (co by wyjaśnić) wszystkie prezenty były genialne i jestem bardzo wdzięczna, i usatysfakcjonowana, więc żeby mi się nikt nie obraził, ale tylko ten jest związany z tematyką bloga, więc resztą nie będę się chwalić, bo takim ogółem to podobno nieładnie :D

Dobra, chyba to wszystko. Mam nadzieję, że taka ilość mojej radosnej paplaniny spowoduje, że na dole pojawią się długie komentarze. Pogrubię żeby nie było wątpliwości. Ja uwielbiam czytać Wasze komentarze tak samo jak pisać, więc proszę mnie nie zawieść!!!

Do następnego kliknięcia i buziaki :D