środa, 25 stycznia 2017

Tola co odgania smutki.

Hej Koty!
Jakoś dawno nic nie publikowałam. Chciałam pokazać jakąś skończoną pracę. Tyle, że nic się nie pojawiało, to nie pisałam. Ale już jestem. Mam nadzieję, że tęskniliście ;)

Otóż, prezentuję tytułowego bohatera tegoż postu- szydełkową lalkę Tolę. Zaczęłam ją dziergać przypadkiem i bez żadnego pomysłu. Mimo to sprawiła dużo frajdy i jakoś tak mordka mi się cieszy jak na nią patrzę. Wiecie jak to jest, włóczka z szydełkiem leżała, a ja nie wiedziałam co z rękami zrobić ;) To lalkę zrobiłam :P

Istnieją takie wariaty, co -20॰C i w sukienkach po śniegu chodzą :) Ja nie wiem mi zimno na samą myśl. Przecież to niezdrowe. Później będę musiała leki kupować dla przeziębionej lalki :P  





Tola imię swoje, otrzymała po burzliwej dyskusji (ale tak wesoło burzliwa ;)) i bardzi dziękuję dyskutantowi za pomoc w tym jakże trudnym i skomplikowanym wyborze :D

Co do szczegółów wykonania. Użyłam resztek Kotka (na ciało i sukienkę) jakiegoś kordonka (te białe takie ;)) i jakiejś nieznanej włóczki na włosy. Oczka to dwa guziki, nie wiem skąd je mam, znalazłam w domu. Przerabiałam na szydełku 4,5mm.

Tak poza tym, to u mnie wszystko okey. Mam dużo robótek rozpoczętych, kończę wreszcie piórkowego (wiem nie wyrobiłam się z terminem akcji :P)  Następny post, który opublikuję może Was lekko zaskoczyć. Nie planuję nic wielkiego, jednak raczej dosyć niespodziewanego ale o tym nie długo ;)

No dobra, to do przeczytania :D




piątek, 30 grudnia 2016

Inspiracje na 2017

Jak tam święta? Mi minęły cudownie, chociaż jak na mój gust za krótko :) Miałam zrobić Wam kursik na kapcie, które ostatnio pokazywałam. Niestety nie udało mi się, za co bardzo Was przepraszam. Jak się okazało, nie umiałam wytłumaczyć tego wszystkiego, tak żeby było jasne. Przerosło mnie. Jeszcze raz przepraszam.

Pomyślałam, że zrobię zbiór inspiracji, z projektami na nowy rok. Dla mnie to kwestia organizacji, bo wiem na co mam włóczkę i co mam robić, więc mam nadzieję, że i Wam się przyda. Spodziewam się, że ten rok będzie... hmm trudny. Wiecie ta wiecznie opisywana przeze mnie matura itp. Ale potem najdłuższe wakacje w życiu, które mam w planach spędzić z drutami w rękach. Mogę planować i to dużo planować. :))
UWAGA! ZDJĘCIA, SĄ PODLINKOWANE, ZNAJDZIECIE TAM WZORKI (zazwyczaj :))

pinterest.com
Znalezione kiedyś przez przypadek. Jak zobaczyłam ogarnęła mnie wielka chęć zrobienia więc znalazłam przyszłego właściciela (czyli Mamę :)) Włóczka już jest od dawna, więc można dziergać. Zwłaszcza, że ten szydełkowy wzorek przypomina Granny Square (Musiałam sprawdzić jak się pisze ^,^)
http://www.garnstudio.com/pattern.php?id=5269&cid=19
garnstudio.com
Ten płaszczyk miałam zrobić na tegoroczną jesień. Hmm... Jak to się stało, że nawet drutów w odpowiednim rozmiarze nie kupiłam? W każdym razie jest przeuroczy Wszyję podszewkę i będę śmigać w tym roku :D I warkocze!!! Od Wiolonczelistki (Celliony)  uwielbiam warkocze tak jak nienawidzę ażurów. No nie wychodzą mi skubane, zawsze gdzieś się pomylę!


Pożyczyłam kiedyś tą książkę od takiej zaznajomionej dziewiarki i przepisałam wzory. To piractwo czy jeszcze nie? W każdym razie mam i wykorzystam, bo to przepiękna sukienka! (Twg. to cała ta książka jest GENIALNA do kupienia np. tutaj tylko z inną okładką)

                                          LINK I                                                       LINK II
Dobra przyznaję się bez bicia. Ja się na japońskich klimatach wychowałam. I wszystkie bohaterki anime miały takie długie, długie, długie skarpetki. No i mi skrzywienie zostało. Chcę, nie wiem gdzie będę takie nosić, ale chcę! :P
ravelry.com
To będzie chyba pierwszy wzór, który serio kupię na ravelry. Ta chusta mnie oczarowała! Jeszcze nie wiem jaka będzie kolorystyka, ale chyba wykorzystam Estońską Wełenkę, bo jej barwy urzekają mnie tak samo jak ta chusta ;)

To chyba moje najważniejsze priorytety. Ale pewnie i tak wyjdzie, że będę robić całkowicie inne rzeczy na spontanie. Spontan wychodzi mi najlepiej :) Zwłaszcza, że jeszcze narzuta na łóżko by się przydała, letnie bluzeczka z bawełny. Tsa... sporo tego jest. A wy? Macie jakieś plany na Nowy Rok, a może postanowienia? Nooo... pochwalcie się :)
Do następnego kliknięcia i udanego sylwestra :D

sobota, 10 grudnia 2016

Gdy nic się nie dzieje...

Hej!

Jest zwykły, szarobury dzień. Popijam sobie przepyszną herbatkę i uczę się z biologii. Jestem pełna motywacji, bo uwielbiam uczyć się w weekendy, gdy mnie nikt nie zmusza (jak w szkole) Nagle do mózgu wpełzła myśl by napisać na bloga. Fajna myśl, no nie?

Więc o czym to ja mogę napisać. Nic mądrego ostatnio nie wymyśliłam, więc filozoficznie się nie udzielę. (Twg. wiecie, że mi te pseudofilozoficzne myśli w szkole właśnie nachodzą?)W listopadzie nie było czasu czytać- podsumowania, nie będzie w tym miesiącu. U mnie ostatnio cienko z książkami, niestety. Z robótek nic skończonego nie mam. Ale nie pokazywałam co teraz robię, a dzieje się!

Najpierw pokażę haft, który robię do szkoły. Teoretycznie kartka świąteczna, ale ja cierpię na przerost formy nad treścią i moja kartka będzie miała 50 cmx50cm. Ups! Poinformowałam Panią Profesor, że... no do świąt to nie da rady! W każdym razie takie coś wymyśliłam:
Kolejną rzecz, którą w chwili obecnej robię jest bluzeczka, co na ravelry jest opisana jako "Tee" Dziergam ją z przewspaniałej włóczki zamówione U Chmurki Jestem zachwycona tą włóczką, to na pewno nie będzie moje ostatnie zamówienie w tym sklepie ;) (a długo się przymierzałam, by coś zamówić, bo ceny nie są niskie- ale warto!)

Na koniec chcę podzielić się z Wami piosenką z mojego dzieciństwa. Jak miałam 10 lat to High School Musical to był po prostu hit! W tą środę Studio Accantus zrobił cover jednej piosenki z tego filmu. I wiecie co? Odkryłam jak ogromny wpływ ten film miał na osobę, którą teraz jestem. Miłość do musicali, dążenie do spełnienia marzeń, dostrzeganie pozytywów i bycie szczęśliwą z małych sukcesów, a to tylko głupi film o nastolatkach! Ile wartościowych rzeczy można się nauczyć, chociaż jako mała dziewczynka, nigdy nie pomyślałabym jak potoczy się kariera Zacka Efrona. Ale to wniosek po obejrzeniu filmu "Co ty wiesz o swoim dziadku? Oglądałyście tą komedię? :P


Ps. Jestem w trakcie tworzenia kursu na kapcie. Jeśli ktoś jest zainteresowany musi uzbroić się w cierpliwość. Nie myślałam, że to będzie takie czasochłonne.

niedziela, 20 listopada 2016

Maturalne rozterki z kapciami w tle.

Hej Koty!

Jak Wam minął czas odkąd ostatnio się widzieliśmy? Mi w zasadzie dobrze. Wręcz rutynowo: szkoła, matura, próby odreagowania stresu i zmęczenia związanego ze szkołą i maturą, itd.


Masakra z tym wszystkim. Wszędzie słyszę, że na studiach to będę miała taką maturę raz na pół roku, ale nikt nigdy nie mówi, że ta pierwsza wymaga mniej nauki niż te "kolejne". Nie mówiąc o tym, że do tej licealnej matury trzeba się przyłożyć, bo jak nie to o studiach i kolokwiach zostanie tylko marzyć. Właściwie to ja nie lubię tego stwierdzenia, ponieważ:

Pół roku to nie są trzy lata
Ja serio pamiętam, mniej więcej co robiliśmy na lekcjach pół roku temu, ale tematy z pierwszych klas muszę się uczyć od nowa, bo nie pamiętam nic. Dobra może trochę w tym mojej winy, bo popełniłam błąd i uczyłam się według zasady "Zakuj, Zdaj, Zapomnij" chociaż może w moim wykonaniu to wyglądało bardziej jak "Napisz, Zdaj, Zapomnij". Jakbym się nie uczyła to zasada jest prosta i dotycząca wszystkiego np. co do książek. Potrafię powiedzieć co czytałam pół roku temu, ale nie potrafię wymienić co czytałam w pierwszej klasie! Wiem coś tam o metabolizmie ale informacje na temat budowy rożnych roślinek uciekły. W ten sposób można wymieniać i wymieniać.


Pierwszy sprawdzian stresuje najbardziej
W klasach 1-3 sprawdzianów generalnie nie było. Jakieś tam dyktanda czy coś, ale ocena była i tak opisowa. A tu nagle bach! Egzamin w trzeciej klasie! I te małe ludziki podchodzą do tego egzaminu. Może i nawet któryś z nich się przejmuje. (Ja chyba nie) A potem w klasach 4-6 okazało się że takie sprawdziany to norma. I trzeba się do nich jakoś przygotować! Z czasem to się staje normalne, człowiek się przyzwyczaja, że trochę trzeba się pouczyć. Wydaje mi się, że tak samo jest z maturą i studiami. Czyli co? Według stwierdzenia, że "na studiach to matura jest raz na pół roku w postaci kolokwium" nie powinnam się denerwować maturą, motywować do nauki i co najważniejsze uczyć się?


Podsumowując moje jęki i rozmyślania. Nigdy nie wypowiadajcie tego tekstu przy maturzystach. Zwłaszcza przy maturzystkach, które mają w torbach szydełka lub druty, bo to (podobno) wybitnie genialne narzędzie zbrodni. Buahaha :P

 

Po przydługim wstępie,
przechodzimy do tego co interesuje czytelniczki tego bloga. Czyli do moich dziergadełek. Wczoraj skończyłam takie oto kapcie.
Ich wzór jest mojego pomysłu, a właściwie to nie, bo ja takie butki widziałam i chodziłam w wakacje gdy byłam u mojej Babci. Wtedy kiedy zniknęłam na miesiąc.


Chociaż są tak proste, że na 100% ktoś w Internecie opisał podobne postanowiłam, że przygotuję dla Was kursik, który krok po kroku będzie przedstawiał jak takie wykonać i dopasować do każdej stópki. Małej i dużej :D Mam nadzieję, że Wam się przyda, zwłaszcza, że to fajny prezent na Gwiazdkę.

Ps. Od tego postu obiecuję, że wszystkie teksty typowe dla wstępu tego posta będą oddzielnie. I swoje przemyślenia (o których bardzo lubię pisać) będę opisywać przy innych okazjach niż tylko wtedy gdy skończę jakąś robótkę. Czyli osoby, które lubią to czytać będą się cieszyć, a osoby, które tego nie lubią mogą się wypisywać, ze subskrybcji (czy jak to się tam zwie) Jednak wolałabym, a nawet prosiłabym, byście tego nie robili :P wręcz przeciwnie wolałabym żeby subskrypcji było coraz więcej. I to najlepiej tych publicznych (uwaga przekaz prawie-podprogowy)

Do następnego kliknięcia :)


środa, 9 listopada 2016

Wiolonczelistka grająca na wietrze

Hej Koty!

Wiecie co? Cierpię na chroniczny brak czasu. Wyobraźcie sobie, że ja ten wpis miałam napisać jakieś 2 tygodnie temu! Masakra jakaś! Nie mogłam, po prostu. Jednak doszłam do pewnego mądrego wniosku. Uwielbiam dla Was pisać!  Jest to całkowicie inne pisanie niż te szkolne. Bardziej emocjonalne. Mogę używać równoważników zdań, wykrzykników, powtórzeń i  co mi się tam jeszcze wymarzy, ponieważ poprzez treść przelewam swoje emocje, doświadczenia i swoją osobę. W szkole czuję się zamknięta w formę, muszę wyrażać się ładnymi sekwencjami, które tak naprawdę nic nie wyrażają. A ja chcę wykrzyczeć to, że podmiot liryczny wcale nie musi mieć racji, Wokulski był na maxa romantyczny, a Makbet był pantoflarzem. Strasznie podoba mi się to, że ktoś chce mnie czytać, (miło też, że oglądacie obrazki :P) mogę zachęcić kogoś do refleksji, (a ja uwielbiam mówić o swoich poglądach!) i spowodować uśmiech na Waszych twarzach. Cieszę się, że mam na was wpływ, a przynajmniej wydaje mi się, że jakiś wpływ tam mam :)

No dobra, poniosło mnie z tymi uczuciami. Wydziergałam sweter. Wiolonczelistka się zwie, a właściwie Wiolonczelistka grająca na wietrze. O, tak wygląda




Wzór został stworzony przez Antracytową M z bloga Dzianie na ścianie ( TU wchodzimy i jeśli jeszcze nie obserwujecie od razu do obserwowanych, bo tam jest co oglądać i czytać! Zaufajcie. :)) Sweterek w wersji piórkowej od razu mi się spodobał. Zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie zrobiłam robótki z warkoczami, a tu jest ich dosyć dużo. Zaryzykowałam i zgłosiłam się do testu. Bałam się, że nie podołam temu zadaniu, że będę robić ten sweter przez rok, albo wgl. nie zrobię. Ale udało się! Co podniosło mnie niewątpliwie na duchu :)


Zrobiony z włóczki, którą dostałam od babci. Wielgachny 400g motek bez nazwy. Tzn. nie miał banderolki czy jak to się zwie :Czekał długo, aż się za niego wezmę ale gdy nabrał mocy urzędowej przerobiłam go na sweter, z którego jestem niesamowicie dumna (Skromność nigdy nie należała do arsenału moich cech charakteru) Zużyłam jakieś 3/4 tego motka przerabiając podwójną nitką na drutach 5,5. Dobra jeszcze jedno zdjęcie (ja wiem, że są tacy co oglądają tylko obrazki. Spoko rozumiem. Sama tak robię gdy jestem zmęczona, i nie dam rady oczami ruszać, a potem wracam i czytam Wasze teksty. Co ja poradzę, że oglądanie Waszych prac mnie relaksuje i estetycznie zadawala, a na czytanie ze zrozumieniem jestem zbyt zmęczona)




Czy ja muszę pisać, że to wspaniały wzór, bardzo zrozumiale napisany (nawet ja dałam radę)?

Tak poza tym muszę się pochwalić co otrzymałam na urodziny. No patrzcie ile Dropsowego dobra na jednym zdjęciu!



Ps. dla rodziny, przyjaciółek, znajomych i wszystkich innych (co by wyjaśnić) wszystkie prezenty były genialne i jestem bardzo wdzięczna, i usatysfakcjonowana, więc żeby mi się nikt nie obraził, ale tylko ten jest związany z tematyką bloga, więc resztą nie będę się chwalić, bo takim ogółem to podobno nieładnie :D

Dobra, chyba to wszystko. Mam nadzieję, że taka ilość mojej radosnej paplaniny spowoduje, że na dole pojawią się długie komentarze. Pogrubię żeby nie było wątpliwości. Ja uwielbiam czytać Wasze komentarze tak samo jak pisać, więc proszę mnie nie zawieść!!!

Do następnego kliknięcia i buziaki :D  

sobota, 5 listopada 2016

Podsumowanie czytelnicze-Październik

Źródło: tumblr.com

Będzie krótko, niestety. Nie mam czasu czytać. Matura te sprawy. Zostało pół roku do końca roku, a potem wracam do czytania w normalnych dla mnie obfitych ilościach. I dziergania, i wielu innych rzeczy na które mam ochotę, a nie mogę. Dobra, koniec marudzenia za kilka lat będę, za tym wszystkim co teraz tęsknić :) A teraz co zdążyłam przeczytać.


Na pierwszy ogień "Ferdydurke" Gombrowicza. Historia przedstawia mniej lub bardziej powiązane ze sobą sceny z życia  Tyle, że ja tego nie czytałam tylko słuchałam audiobooka co ma ogromny wpływ na moją ocenę. Wersję, którą słuchałam czytał Pan Piotr Fronczewski. Wielki ukłon w Jego stronę! Dzięki genialnemu lektorowi ja tą trudną i abstrakcyjną książkę w ogóle zrozumiałam. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale to czasami złudne jest przed lekcjami polskiego :) W każdym razie mnie ta książka naprawdę bawiła. Jest jak kabaret, wszystko przesiąknięte ironią i bezsensem. No i zrozumiałam, że "Słowacki wielkim poetą był" Jak mogłam wcześniej tego nie dostrzec :P

Następnie chwyciłam francuski kryminał "Płaszcz z wielbłądziej wełny" Michela Lebruna. Króciutka opowieść o tym jak alkohol i zazdrość doprowadzają człowieka do upadku moralnego jak i fizycznego. Fajne nie przewidywalne i lekkie. Można doszukać się motywów Makbetowskich i Zbrodnio-i-Karowskich (coś mi odmiana nie wyszła :P) Ale to już skrzywienie, bo ja wszędzie doszukuję się połączeń między tym co czytam dla przyjemności, a co kazali mi przeczytać. Poza tym to nie był taki zwykły kryminał. Tzn. historia jest przedstawiona z punktu widzenia mordercy nie śledczego (jak właśnie w Zbrodni i Karze) Jak tak pomyśleć to była naprawdę rozwijająca książka. Właśnie doszłam do tego wniosku- geniusz ze mnie :P

W międzyczasie przeczytałam coś dla mnie raczej nieoczywistego. Przeczytałam romans. I może nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie fakt, że ja raczej unikam takich zwykłych typowych romansów, zawsze muszą mieć coś wyróżniającego się (jak np. przepisy w "Spotkajmy się w kawiarni" z posumowania lipcowego) A ten był do bólu, prosty, przewidywalny i... no słodki był, nie powiem, że nie. Dziewczyna, stadnina koni i mega przystojny właściciel, wielka miłość, która pokonuje wszystko. Mowa tu o "Weronice" Kathryn Haig. Normalnie jak słyszę, że mam o takich rzeczach czytać to zrobię obłąkaną minę (a ja nie panuję nad mimiką twarzy) i powiem, że zostanę przy swoich mordobiciach.  A tu niespodzianka! Podobało mi się. Takie luźne to było, ja miałam wolny wieczór. Ten z rodzajów smutnych, jesiennych. Chyba mi się po prostu w pogodę i humor książka wbiła. No i były konie, a ja kocham konie :D

To już wszystko. Mówiłam, że mało. Zostawiam Was z piosenką, która towarzyszyła mi przy pisaniu tego posta. Słuchając, koniecznie napiszcie mi co Wy czytałyście w październiku :D


 Buziaki i do następnego kliknięcia :*

sobota, 15 października 2016

I Love Yarn Day

Na stronie Intensywnie Kreatywnej dzisiaj mogłyśmy przeczytać o szczególnym dniu dla każdej dziewiarki. Nie mam pomysłu jak można przetłumaczyć nazwę tego święta. Ja proponuję "Dzień Miłośników Włóczki"


Osoby, które mnie znają wiedzą, że jestem ogromnym miłośnikiem tego dobra cudownego. Potrafię stać w H&M i mówić (na głos) że z tego np. swetra, gdyby go tak spruć byłaby piękna włóczka. Koleżanki, które chcą ze mną w przyszłości (na studiach) mieszkać nie obawiają się, że będę chrapać, robić bajzel, czy ( nie pozwól Boże) wezmę swojego dziwnego, zdziczałego kota :P One się martwią, że będą musiały pływać w włóczce jak ryby w wodzie. O tak mniej więcej:

Zdjęcie wzięłam z myhobbyissewing.blogspot.com Jest dodatkowo oblinkowane, bo się martwię, że ktoś mnie zgłosi a tu czyjeś dzieci są!!! http://myhobbyissewing.blogspot.com/2013/02/swimming-in-yarns.html

Już nie mówię o tych samych osobach (ze mną na czele), z którymi śmieję się, że najgorszą karą dla mnie, byłoby postawienie mojej osoby w największej pasmanterii świata i zabronienie dotykania czegokolwiek pod jakąś straszną groźbą (Pozdrawiam dziewczyny :*)

Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej o tym święcie to bym sobie kupiła specjalny świąteczny moteczek :) Teraz wielka prośba, piszcie o swoich dziwactwach (które są moim zdaniem urocze i zabawne) w komentarzach, żeby nie wyszło, że to tylko ja dziwna jestem :P


Poza tym wyczytałam, że ideą tego dnia jest nauczenie, kogoś jakiejś umiejętności związanej z włóczką. Nooo... ja zakładam że wszystkie wiedzą jak druty lub szydełko trzymać w rączkach. Ale przecież muszę Was czegoś nauczyć więc...


Czas na historyjkę. Wakacje spędziłam u Babci. (Znacie jedną z moich (?) Babć, mówię o tej z którą chodzę do fryzjera :)) Przez te wakacje znalazłam milion-pięćset-sto-dziewięćset skarbów i dziewiarskich cudeniek, którymi nie było okazji się chwalić. Miedzy innymi był to stary zeszyt niejasnego pochodzenia z  pięknie pożółkłymi kartkami i przybrudzoną okładką. Na okładce obrazek z ludzikami i data 7-12 grudnia 1988- Narodowy Spis Powszechny. A w tym zeszycie wzory! Na druty! I teraz podzielę się jednym z tych wzorów z Wami. Niech wam służy :)


Ps. UWAGA! Klikamy na zdjęcie by powiększyć. Autorka zapisywała parzyste wzory jakby po lewej stronie, czyli w parzystych rzędach lewe to prawe na prawej stronie :) Zrozumiale się wyraziłam?


Ps2. Wysterylizowaliśmy Luśkę. Noc po narkozie, była chyba jedną z najgorszych w moim życiu. Musiałam pilnować, by kotka nie właziła wysoko i nie spadła. Już jest w porządku. W czwartek jedziemy na zdjęcie szwów. Tylko brzuszek łysy :P Wstyd kota publicznie pokazać :D